5.05.2016

nic

" Każdy potrzebuje oczyszczenia. Wychodzę. Pada. Patrzę w niebo, robi się bardziej pochmurne. Bardziej niż moja mina każdego poniedziałkowego poranka. Spływa to po mnie, dosłownie. Mijam ludzi, z parasolami; w kapturach. Idę dalej. Krople są coraz cięższe, buty coraz bardziej mokre, płaszcz wilgotny. Ide dalej. Mijam kałuże, biegnących ludzi. Podążam dalej, to moja droga. Zatrzymuje się przed pasami. Czerwone. Widzę współczujących ludzi w kafejce naprzeciw, śmieją się. Spływa to po mnie, deszcz także. Potrzebuje tego, czuje to. Krople sączą moje włosy, koniuszek każdej rzęsy, spływają z czoła na policzki. W końcu zielone, ruszam. Lewa noga za prawą. Ulewa podąża za mną. Niech to! Szybko chyba nie przejdzie. Nie kryje juz głowy, to bez najmniejszego sensu; idę jak gdyby nigdy nic. Tak miało być. Przecież to tylko deszcz. Prysznic dla duszy, oczyszczenie. Jak zwał, tak zwał. Oddycham. To ulga... "

O.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz